Inicjatywa konstytucyjna Prezydenta Rzeczypospolitej
Skład Rady Nowej Konstytucji poszerzył się i odbyło się pierwsze posiedzenie. Źle to wróży…
- W gronie 47 osób można prowadzić głosowania, ale pracować nad jakimikolwiek rozwiązaniami się nie da, a Prezydent zapowiada powołania kolejnych ekspertów.
- Wśród 47 osób zaledwie 10 nie reprezentuje zawodów prawniczych, a nie wydaje się, by ~80% społeczeństwa stanowili prawnicy. Są oni, owszem, niezbędni, ale jako element wykonawczy, do ubrania pożądanych rozwiązań w ten specyficzny żargon, jednak nawet w takim gronie nie powinni dominować – potrzebni są językoznawcy (na razie ZERO!), bo Konstytucja ma być zrozumiała dla wszystkich i nie może podlegać „interpretacjom” i „wykładniom” oczywistym tylko dla prawników. Przede wszystkim jednak: prawnicy nie są szczególnie predystynowani do określania, czy mamy mieć ustrój prezydencki czy parlamentarno-gabinetowy? Czy prezesi sądów i prokuratur mają być powoływani, czy wybierani w wyborach powszechnych? Czy każdorazowo wybierać pełen skład Senatu, czy może wprowadzić wybory częściowe, w połowie kadencji Sejmu? Pozostawić areszt wydobywczy, czy zlikwidować? Okręgi jednomandatowe czy wybory proporcjonalne?
- W pierwszym, dziesięcioosobowym składzie, byli sami humaniści – niech będzie. Jednak to, że w grupie 47 osób nie pojawił się ŻADEN przedstawiciel nauk ścisłych, to już błąd strategiczny. Logicy-matematycy byliby tu wyborem oczywistym, ale zadziwia także zupełny brak inżynierów-praktyków, którzy nie mogą tworzyć tak niejednoznacznych i labilnych konstrukcji, jak prawnicy. Nie mogą, bo masowo waliłyby się mosty, a układy elektroniczne pełniły rolę jednorazowych lamp błyskowych. Podobnie musiało być wśród autorów obecnej konstytucji – zabrakło ludzi, którzy logiką posługują się na co dzień, a efekty ich pracy podlegają modelowaniu i weryfikacji już na etapie projektowania.
Dwa dni po powołaniu do Rady, prof. Ryszard Piotrowski stwierdził, że „Nie jest nam potrzebny reset konstytucyjny, tylko reset polityków. Potrzeba nam ludzi, którzy byliby zdolni po pierwsze zrozumieć konstytucję, po drugie ją stosować bez niechęci, zawiści, agresji, tylko z empatią i szacunkiem”.
Prawnicy lubują się w „wykładniach”, bo to pozwala w każdej sytuacji wyinterpretować to, na co akurat jest zamówienie… Może więc Pan Profesor przedstawi własną interpretację tego, czy obecna konstytucja… w ogóle obowiązuje? Bo mamy dwie kolizyjne reguły (paremie): „norma późniejsza uchyla normę wcześniejszą” (Lex posterior derogat legi priori) oraz „norma szczególna uchyla normę ogólną” (Lex specialis derogat legi generali).
- Stosując Lex posterior derogat legi priori referendum konstytucyjne było nieważne, bo frekwencja była poniżej 50%, a choć ustawa z kwietnia 1992 r. (o trybie przygotowania i uchwalenia konstytucji) nie wymagała przekroczenia progu frekwencyjnego, to ustawa późniejsza, z wymaganych we wszystkich referendach przez ustawę późniejszą (z 1995 roku) niż ustawa konstytucyjna z 1992 r.;
- Stosując Lex specialis derogat legi generali referendum konstytucyjne było ważne, bo ustawa konstytucyjna z 1992 r. zniosła próg frekwencyjny ustawy z 1995 r. w szczególnym przypadku referendum konstytucyjnego.
Prawnik powie, że w tym przypadku oczywiste jest stosowanie paremii drugiej – „oczywistość” pozwala uniknąć uzasadniania tego, czego uzasadnić się nie da. To tylko drobniutki przykład jednego z nieszczęść całego obecnego systemu prawnego: można go dowolnie interpretować, a te interpretacje to zawłaszczanie władzy ustawodawczej przez ekspertów. Obecna konstytucja jest nieprecyzyjna, konfliktogenna, nie daje demokratycznego mandatu władzy sądowniczej, redukuje sejm do roli aparatu wykonawczego rządu, ustanawia szefa koalicji rządzącej faktycznym nadpremierem (bo jego słuchają ministrowie, a nie premiera) oraz promuje wybór do parlamentu ludzi serwilistycznych oraz inteligentnych inaczej. To bubel, Panie Profesorze, a poprawki pomogą tu jak makijaż nieboszczykowi. Bubel, który na szacunek nie zasługuje. „Reset polityków” nie zrobi się sam – on wymaga zmiany konstytucji. Wydaje się – niestety – że taka zmiana wymaga „resetu prawników”.
Prezydent powołał Radę Nowej Konstytucji, która ma się składać z trzech komponentów: politycznego, eksperckiego i społecznego. Ekspertów poznaliśmy, przedstawicieli polityków mają wskazać kluby i koła poselskie, o „komponencie społecznym” na razie nie wiemy nic.
Jednak na pierwszych 10 powołań do Rady, 7 osób to prawnicy, jeden historyk, jeden socjolog i jeden filozof. Niepokoi całkowity brak przedstawicieli nauk ścisłych, np. logika, (matematyka), czy choćby fizyka (skoro jest filozof…). Polecamy np. autora bloga Logik Czyta Konstytucję RP. Polecamy bez Jego wiedzy ani zgody, z czystego szacunku dla dorobku i precyzji analiz.
Brakuje też językoznawców, bo ten podstawowy zbiór zasad musi być zrozumiały i jasny dla każdego, a nie tylko dla prawników. Udział np. prof. Bralczyka czy prof. Miodka byłby bardzo cenny.
Przydałby się również zespół specjalistów w dziedzinie sztucznej inteligencji. Odpowiedni model mógłby posłużyć do testów i przewidywać rozstrzygnięcia (np. sporów kompetencyjnych) w świetle wypracowywanych zapisów nowej konstytucji i wyszukiwać takie sytuacje, których Konstytucja nie rozstrzyga, pozostawiając pole do walki na interpretacje. Porównanie tych przewidywań z przewidywaniami prawników byłoby bardzo pouczające i mogło posłużyć do modyfikacji i kolejnych testów.
Może to przypadek, ale przy tworzeniu poprzedniej (obecnie obowiązującej) konstytucji też dominowali prawnicy. Skutki widać.
Bieżący skład Rady Nowej Konstytucji (alfabetycznie):
- Piotr Andrzejewski (prawnik, polityk)
- Marek Jurek (historyk, polityk)
- Zdzisław Krasnodębski (socjolog, polityk)
- Ryszard Legutko (filozof, polityk)
- Anna Łabno (prawnik)
- Jacek Majchrowski (prawnik, polityk)
- Ryszard Piotrowski (prawnik)
- Barbara Piwnik (prawnik, polityk)
- Julia Przyłębska (prawnik)
- Józef Zych (prawnik, polityk)